Amerykańskie życie od kuchni - czyli kilka dni w New Jersey

Nasza rodzina mieszka niedaleko Morristown w stanie New Jersey, na osiedlu domków jednorodzinnych położonych w otoczeniu zieleni, tuż pod lasen. Domy w New Jersey zazwyczaj nie są ogrodzone, więc wychodząc na werandę za domem mogliśmy zobaczyć sarny podchodzące aż pod ogród. Podczas spaceru po okolicy czuliśmy się naprawdę mile widziani. Mieszkańcy, widząc nas z wózkiem, już z daleka nas pozdrawiali. Amerykanie koszący trawę przed domem i machający nam z uśmiechem – taki obrazek jak z filmu.


Miasteczko w Ameryce

Miasteczko w Ameryce

Przy okazji naszego ostatniego przystanku w USA nie obyło się, oczywiście, bez zakupów. Uwielbiam amerykańskie wyprzedaże — wiele marek jest tam znacznie tańszych niż w Polsce. Lubię też kupować jedzenie i słodycze, które niełatwo znaleźć w Polsce, jak Reese’s czy czekolady Hershey. Ta ostatnia może nie jest lepsza, ale ma swój wyjątkowy smak. Nie przestaje mnie też zadziwiać, że w Ameryce wszystko sprzedawane jest w ogromnych paczkach lub wręcz hurtowych ilościach. Powiedzenie, że „w Ameryce wszystko jest duże”, jest jak najbardziej prawdziwe!

 
Spacer po New JerseyZ dzieckiem w New Jersey

Chociaż jedzenie w hotelach (mówiąc delikatnie) nie przypadło nam do gustu, to jedzenie w polskim domu w Ameryce było po prostu przepyszne. Z tego pobytu zapamiętam najlepsze steki, jakie kiedykolwiek jadłam, przygotowane przez wujka.

Mamy też historię rodem prawie z amerykańskiego horroru.

W Ameryce, gdy wychodzi się po chleb do sklepu — a raczej wyjeżdża — powiedzenie „zaraz wracam” nabiera zupełnie innego znaczenia. Takie „wyskoczenie po chleb” potrafi zająć nawet godzinę, bo sklepy są zazwyczaj dość oddalone.

Pewnego wieczoru skończyło nam się mleko modyfikowane dla naszego malucha, więc mój mąż wyskoczył po amerykańsku, żeby je kupić. Minęła standardowa godzina… i nic. Wtedy 8-letnia córka wujka podsumowała z powagą:

- Ciocia, a wiesz, że jak tatusiowie jadą po mleko, to czasem już nie wracają?

Zdezorientowana odpowiedziałam, że mam nadzieję, iż tym razem będzie inaczej, bo nie uśmiecha mi się wracać do Europy sama.

Na szczęście po około dwóch godzinach mąż wrócił. Okazało się, że pod sklepem złapał gumę. Zadzwonił po pomoc drogową, ale gdy usłyszał, że przyjadą dopiero za trzy godziny, postanowił sam wymienić koło na zapasowe. W międzyczasie podjechała policja, zapytała, co się stało, po czym spokojnie odjechała.

Jak się okazuje, takie niewinne „wyskoczenie do sklepu” w Ameryce może okazać się przygodą wcale nie z gatunku najprostszych.


Z dzieckiem w Stanach



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Drugi przystanek w Stanach czyli Waszyngton

Z wózkiem przez Manhattan, czyli co nas zaskoczyło w USA

Eurotrip z 2-miesięcznym maluchem czyli nasze pierwsze wakacje we troje