Pierwsza podróż przez Bośnie i i ukryta perełka w centrum miasta

Kiedy mówiliśmy rodzinie i znajomym, że jednym z miejsc w którym się zatrzymamy podczas naszej objazdowej wycieczki będzie Bośnia, to wszyscy się chwytali za głowę. Dziwili się, że zdecydowaliśmy się na to z malutkim dzieckiem. Moja córka miała wtedy zaledwie 2 miesiące.

Bośnia nie jest popularna nie tylko dlatego, że praktycznie nie ma dostępu do morza ale też dlatego, że nie należy do Unii Europejskiej. Wiele turystów kojarzy ją tylko z czasów byłej Jugosławii oraz z tego, że to kraj muzułmański.

Przekraczenie granicy z Bośnią

Zdecydowaliśmy się na jednodniową wycieczkę do Bośni, zainspirowani opowieściami znajomego, który pochodzi z tego kraju – podpowiedział nam, czego się spodziewać i co warto zobaczyć na miejscu. Dzięki temu dowiedzieliśmy się jak wygląda służba zdrowia, w jakim języku możemy się tam porozumieć i upewniliśmy się, że jest bezpiecznie.

Naszym planem było przejechać w jeden dzień Bośnię i dojechać do Chorwacji, gdzie mieliśmy nocleg. Wyjeżdzając z Węgier byliśmy już przygotowani na to, że czystość może pozostawiać wiele do życzenia i napotkamy trudności w komunikacji z lokalnymi mieszkańcami. Przeżyliśmy miłe zaskoczenie, już gdy zatrzymaliśmy się na pierwszej stacji benzynowej. Bardzo się zdziwiłam gdy zobaczyłam, że w toaletach jest czysto i do tego pani cały czas chodzi i sprząta.

Kolejnym miłym zaskoczeniem była ogarnięta i pomocna obsługa. Posiadamy szwajcarską kartę paliwową, która działa jak karta kredytowa i dzięki której mamy zniżki na paliwo. W wielu krajach, nawet w Polsce jest to często problematyczne, ponieważ obsługa nie do końca wie jak to działa lub stacja poprostu nie obsługuje takich kart. W Bośni nie było z tym żadnego problemu. Ewidentnie sprzedawca nie po raz pierwszy spotkał się z tą kartę. Dodatkowo na stacji było darmowe wi-fi. To zmieniło naszą opinię o tym kraju, który wcześniej uważaliśmy za bardzo zacofany.

Jajce widok na miasto

Miasteczko,które zaplanowaliśmy zwiedzić podczas przejazdu przez Bośnie to Jajce. Choć to niewielkie, turystyczne miasteczko, panuje tam spokój i nie ma tłumu turystów. Jajce otoczone są murami. Do miasta wjeżdzamy przez wąską kamienną bramę. Można tu zobaczyć ruiny zamku i pochodzić po starym mieście. Chociaż rynek miasta został odbudowany, to ruszając się troszkę dalej poza samo centrum, na budynkach możemy zobaczyć wiele śladów po kulach. Praktycznie każdy blok wciąż nosi ślady wojny. Na samym rynku możemy zobaczyć pomnik poświęcony pamięci chorwackich obrońców poległych podczas wojny domowej. Chorwacka Rada Obrony i Chorwacka Armia wyzwoliły królewskie miasto Jajce po 1049 dniach okupacji. Od tego czasu 13 września obchodzony jest jako dzień miasta i jego wyzwolenia.

 

Jajce rynek

Największą atrakcją miasta i jego prawdziwą perełką są wodospady Pliva. Do samych wodospadów podjechaliśmy autem. Można tam też dojść pieszo, to dosłownie 5 minut od starego miasta. Punkt widokowy na wodospady jest bezpłatny. Jeżeli chcemy podejść bliżej i zejść na niższą platformę, musimy zapłacić około 4€ w sezonie, a poza nim 2€. Dzieci do 7 lat mają wstęp za darmo.


Jajce wodospady



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Drugi przystanek w Stanach czyli Waszyngton

Z wózkiem przez Manhattan, czyli co nas zaskoczyło w USA

Eurotrip z 2-miesięcznym maluchem czyli nasze pierwsze wakacje we troje